MAMA MODA URODA

Magiczny krem, na wszystko! Egyptian Magic.

Ostatnio pisałam Wam o moich ulubionych produktach z the ordinary (tutaj). Kilka z Was już mi pisało, że potwierdzicie ich świetne działanie – co bardzo mnie cieszy! Zatem dziś chce Wam napisać o kosmetyku, który zachwycił mnie, kiedy byłam jeszcze w ciąży z moim drugim synkiem. Zupełnie nie wiem dlaczego na jakiś czas o nim zapomniałam. Jednak niedawno znów włączyłam go do codziennej pielęgnacji i już wiem, że tym razem o nim długo nie zapomnę.
Zacznę od początku…
O tym kosmetyku, a dokładniej o kremie, dowiedziałam się już jakiś czas temu. Przyznam szczerze, że podchodziłam do niego naprawdę sceptycznie, jego konsystencja była dla mnie niezbyt przekonująca. Poza tym, dodatkowym minusem była dostępność, a w zasadzie jej brak. To bardzo znany kosmetyk na zachodzie, w Ameryce. W Polsce mam wrażenie, że jeszcze do dziś niewiele osób go zna, a tym bardziej używa. Ja swój krem zamówiłam własnie z zagranicznej strony i na przesyłkę czekałam jak dobrze pamiętam miesiąc! Całkiem poważnie – myślałam, że już nie dojdzie ( i nie, nie był to wcale AliExpress) 🙂 W każdym razie dotarł!
Pierwsze wrażenie?
Wazelina w plastikowym, tandetnym pudełku. Cóż,jak mam być szczera to opakowanie jest naprawdę chińskie. Jednak myślę, że gdyby tak dodać lepszą jakoś pudełka, to jego cena byłaby znacznie wyższa, a krem już sam w sobie tani nie jest. A nie wiem jak wy, ale ja nie lubię przepłacać 🙂 Więc zgodzę się na mniej atrakcyjne pudełeczko, kosztem świetnego kremu na… wszystko 🙂

Co jest więc takiego urzekającego w „chińskim” kremie z Ameryki?
Prawdę mówiąc do dziś się zastanawiam co robi to „wow” i myślę, że przede wszystkim skład obfitujący w rożnego rodzaju dobrodziejstwa natury. Tak, jest w 100% naturalny. Choć data ważności to 36 miesięcy, nie oznacza to jednak, że jest zapchany chemią konserwującą. W jego składzie znajduje się propolis i to on ma zadanie antyseptyczne, dzięki czemu krem się przez długi czas się nie psuje. A jeśli już o składzie mowa…
Skład:
Miód, wosk pszczeli, olej z oliwek, mleczko pszczele, pyłek pszczeli, propolis. Tyle!
Dodatkowo:
Nie ma w nim parabenów i innych konserwantów. Nie posiada sztucznych środków zapachowych i innych substancji chemicznych! Jest bezpieczny dla kobiet w ciąży i niemowląt. No i nie jest testowany na zwierzętach.
*Jeśli jednak są wśród Was alergicy, polecam zrobić próbę na skórze, ponieważ naturalne substancje zawarte w tym kremie, które mają w większości korzystny wpływ, dla osoby uczulonej mogą być niestety niebezpieczne.
Jego pojemność i cena, a wydajność:
Dostępny jest w dwóch pojemnościach, mniejszy 59 ml za ok. 100zł oraz większy 118 ml za ok. 170 zł.
Jest to spory, jednorazowy wydatek. Jeśli jednak porównamy go z wydajnością oraz tym w ilu sytuacjach możemy go wykorzystywać, z pewnością wyjdzie na plus. Ja go używam bardzooo długo, a zużycie jak widzicie na zdjęciach, jest nieduże.
Dostępność:
I tutaj uwaga! Wczoraj mąż mi przyniósł katalog sephora i jakie było moje miłe zaskoczenie, że krem egyptian magic jest w ofercie! Być może jest już dostępny jakiś czas, niestety długo nic tam nie kupowałam, dlatego mogę być nieco w tyle. Jednak jeśli jeszcze ktoś nie wie, uprzejmie donoszę, że możecie go teraz dostać bezproblemowo w drogerii, a zatem możecie go również przetestować. Sama zanim podałam Wam tutaj to info, upewniłam się, że mam swojego jeszcze dość dużo. Jestem prawie pewna, że stanie się Waszym ulubieńcem!
Możecie go również zamówić online, bo z tego co zauważyłam jest już zdecydowanie łatwiej dostępny niż wtedy, gdy ja zamawiałam.


Zapach:
Jest bezzapachowy, a jeśli już miałabym coś tak wyczuć to, taką miodowo- olejową nutę. Jednak wg. mnie zapachu w nim brak.
Konsystencja:
Stała, która w kontakcie ze skórą zmienia się w półpłynną, olejową. Dla mnie taka typowa wazelina, no może nieco mniej tłusta. Ładnie się rozprowadza i wsmarowuje w skórę. Nałożony w odpowiedniej ilości, nie tłuści i nie brudzi.
To właśnie konsystencji bałam się najbardziej i  pewnie gdyby nie zmiana mojej skory na twarzy podczas drugiej ciąży, nigdy bym go nie kupiła. Oh, jak dobrze, że jednak go mam.
Zastosowanie kremu:
Jak podaje producent:
„Egyptian Magic® – wszechstronne działanie tego kremu nieustannie zachwyca jego użytkowników.
Jego naturalne składniki odżywiają i rewitalizują skórę przywracając jej naturalną zdolność do regeneracji.
Jednak od zawsze podstawą pięknego i zdrowego wyglądu skóry jest jej właściwe nawilżenie.
Dobrze nawodniona, zdrowa skóra jest jędrna, gładka, elastyczna i przyjemna w dotyku. Wolniej się starzeje i nie ulega podrażnieniom, jest sprężysta i bardziej promienna”
* jako maska do włosów, nawilża i wygładza je, dzięki zawartości naturalnych olejków,
* jako balsam do ust– doskonale regeneruje i chroni spierzchniętą skórę,
* odżywia i natłuszcza skórę, świetnie sprawdza się podczas relaksujących masaży SPA
* balsam po opalaniu, łagodzi podrażnienia oraz idealnie nawilża wysuszoną skórę po kąpielach słonecznych,
* balsam po goleniu, zmniejszając podrażnienia i zaczerwienienia powstałe podczas golenia twarzy i ciała,
* przy wysypce i podrażnieniu, niweluje powstawanie swędzących krostek, łagodzi podrażnienia
* usuwa przebarwienia potrądzikowe, goi i leczy skórę,
* przyspiesza regenerację świeżych blizn naskórka,
* idealnie łagodzi zmiany łuszczycowe, zapobiega świądowi skóry (egzema)
* łagodzi podrażnienia odpieluszkowe, natłuszcza i ochrania delikatną skórę dziecka.
Jak widzicie, zastosowanie ogromne!
A do czego ja używam tego kremu?
Do twarzy – jako krem na noc, mocno nawilżający. Nakładam grubszą warstwę, a rano buzia jest niesamowicie miękka, świeża i taka promienna. Naprawdę rano widać różnice. Nigdy mnie nie zapchał, wręcz przeciwnie, jakby wszystko co złe, było wygładzone.
Pod oczy – od niedawna, nakładam grubszą warstwę pod oczami bo zauważyłam, że pięknie rozświetla i wygładza skórę i w tych miejscach.
Do ust – pierwszy raz w tym roku zaczęłam mieć z nimi problemy-potworne wysuszenie. Zwykle radził sobie z tym problem blistex czy nivea, tym razem sytuacja wymagała czegoś naprawdę dobrego. Użyłam na noc tego kremu i rano oczom nie wierzyłam, bo usta jak nie moje. Miękkie i gładkie, bez żadnych wysuszonych miejsc!
Na wszystkie suche miejsca – skórki, dłonie czy jakieś liszaje, które u mojego starszego synka często się pojawiają. Sprawdza się on bardzo dobrze.

Podsumowując:
Polecam ten krem każdej z Was, przede wszystkim za jego wszechstronność.
Ja kupiłam go z przeznaczeniem pielęgnacji cery, ale jak widzicie używam go również pod oczy jak i na usta, czy na skórę moich dzieci. Naprawdę nie znam drugiego takiego kremu. To taki must have w apteczce na tzw. „sos”. Nie napisze, że będę go używać zawsze, w kontekście mojej pielęgnacji twarzy. Choć póki co sprawuje się rewelacyjnie. Jednak stałe wypatruje nowości i testuje różne kremy, jednak ten z pewnością jest moim ulubieńcem. Wartym każdej złotówki. Jeśli to opakowanie mi się skończy, na pewno kupie następne, a potem następne i następne bo on po prostu musi być w mojej toaletce!
To co, która się po niego wybiera, a może któraś z Was go już zna i używa?
Dajcie koniecznie znać!
Całusy.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply